Sandra Bernal chce ustrzelić olimpijski medal. Czy nasza czołowa światowa zawodniczka spełni marzenie w Los Angeles?
W przypadku Bernal trudno wyobrazić sobie bardziej nietypowy początek sportowej kariery. Kiedy inne dziewczynki wybierały gimnastykę, taniec czy siatkówkę, Sandra coraz częściej zaglądała na strzelnicę. Nie była to jednak kwestia rodzinnych tradycji sportowych, lecz zwykłej codzienności. Jej tata do dziś na strzelnicy Polskiego Związku Łowieckiego, sąsiadującej z obiektem WKS Śląsk Wrocław, którego jest zawodniczką. A ponieważ oboje rodzice pracowali zawodowo, Sandra jako dziecko spędzała tam sporo czasu.
Jak byłam mała, to w wakacje spędzałam czas na strzelnicy z tatą. Kiedyś poszłam na strzelnicę sportową, żeby się przyjrzeć, i zobaczyłam ówczesną kadrę narodową, która tam trenowała. I ten sport po prostu mi się spodobał. Wróciłam do taty i powiedziałam, że chciałabym spróbować postrzelać do rzutków – wspomina zawodniczka, która reprezentuje też
Centralny Wojskowy Zespół Sportowy.
Miała około 14-15 lat, kiedy poprosiła tatę o zapisanie do klubu. Pierwsze regularne treningi rozpoczęła w 2015 roku. Wcześniej próbowała także swoich sił w taekwondo olimpijskim, a nawet przez rok była w kadrze narodowej. Ostatecznie musiała jednak wybrać jedną dyscyplinę. Szkoła średnia, dojazdy z rodzinnej miejscowości i coraz większe wymagania treningowe sprawiły, że dalsze łączenie obu sportów stało się niemożliwe. Postawiła na strzelectwo. Jak pokazały kolejne lata, był to wybór, który zaprowadził ją na sam szczyt.
Bernal specjalizuje się w konkurencji trap oraz trap mix. Dla osób niezaznajomionych ze strzelectwem sportowym zasady mogą wydawać się skomplikowane, choć sama idea jest stosunkowo prosta: zawodnik musi trafić w ceramiczny rzutek wyrzucany z dużą prędkością przez specjalną maszynę.
Mamy bunkier, w którym znajduje się 15 maszyn, oraz pięć stanowisk strzeleckich. Rzutki wylatują z prędkością około 100-110 kilometrów na godzinę i pokonują odległość mniej więcej 76 metrów. Podczas zawodów strzelamy do 125 rzutków, czyli mamy pięć serii po 25 prób. Największa trudność polega na tym, że musimy błyskawicznie reagować na to, co wylatuje z maszyny. Nie możemy wcześniej wiedzieć, czy rzutek poleci w lewo, czy w prawo – opowiada nasza mistrzyni.
Bernal od lat należy do światowej czołówki strzelectwa, choć droga na szczyt nie była ani szybka, ani łatwa. Za jej sukcesami kryją się lata przeróżnych wyrzeczeń, ogromne nakłady finansowe i konsekwentne budowanie zaplecza, bez którego trudno rywalizować z najlepszymi.
Wejście na ten poziom było bardzo trudne. Kosztowało mnie to wiele czasu spędzonego z przyjaciółmi i znajomymi. Tak naprawdę poświęciłam prawie 90 procent swojego życia na treningi, wyjazdy zagraniczne, zawody i zgrupowania. Na początku inwestowałam w sport również własne pieniądze. Wiedziałam, że jeśli chcę być w światowej czołówce, muszę mieć taki sprzęt, jakiego używają najlepsze zawodniczki – mówi.
Dlatego Polka krok po kroku budowała własny zespół sponsorów i partnerów. Dziś może korzystać między innymi z broni Perazzi, amunicji RC oraz wyposażenia marki Castellani. Nie zapomina przy tym o osobach, które pomogły jej w najtrudniejszych początkach, na czele z panem Leszkiem Koprowiczem, który wspierał ją jeszcze w czasach licealnych, a także kupił jej broń, z którą poleciała na igrzyska olimpijskie w Tokio oraz zdobyła srebrny medal Pucharu Świata w New Delhi. Z kolei jej obecny trener Wiesław Gawlikowski pomógł jej nawiązać współpracę ze sponsorem amunicji RC, a kolejne wsparcie to zasługa między innymi Pawła Barwickiego, Artura Burzy, Grzegorza Poklewskiego-Koziełła czy Rafała Waśniowskiego, którym Bernal zawdzięcza ogromny przeskok w swojej karierze.
Jestem żołnierzem i dumnie reprezentuję kraj jako zawodniczka-żołnierz od 2020 roku w barwach Centralnego Wojskowego Zespołu Sportowego. Również wojsko miało ogromne przełożenie na mój rozwój kariery – mówi Bernal.
I to w dużej mierze dzięki wspaniałym ludziom strzelczyni może pochwalić się dziesiątkami sukcesów. Lista jej osiągnięć jest bardzo długa, choć warto zatrzymać się przy tym, że była pierwszą zawodniczką światowego rankingu w latach 2020-2021, a w ubiegłym roku sięgnęła po brązowy medal mistrzostw świata w Grecji, pierwszy w historii polskiego kobiecego strzelectwa. Do tego doszły mistrzostwo Europy i kolejne miejsce na podium europejskiego czempionatu.
Ale najważniejsze było dla mnie zdobycie kwalifikacji olimpijskiej i sam udział w igrzyskach w Tokio. Zajęłam tam dziewiąte miejsce, zabrakło mi zaledwie dwóch punktów do finału. Ogromnie cenię też brąz mistrzostw świata, bo był pierwszym takim medalem w historii polskiego kobiecego strzelectwa. Ważne są dla mnie również mistrzostwo Europy, zwycięstwo w Pucharze Świata i pierwsze miejsce w światowym rankingu – wylicza jedna z gwiazd światowego strzelectwa.
Warto wspomnieć, że strzelectwo wymaga nie tylko precyzji na samej strzelnicy. Bernal trenuje również siłowo, biega oraz uprawia kickboxing.
Chodzi o to, żeby rozwijać organizm również pod kątem ogólnej sprawności i funkcjonalności. Naprawdę jest tego sporo – podkreśla.
Cóż, życie zawodniczki tej klasy to jednak nie tylko kilka minut spędzonych na strzelnicy podczas zawodów. To wielogodzinny, wielowymiarowy proces przygotowań, w którym każdy szczegół ma znaczenie. W okresie przygotowawczym potrafię mieć nawet pięć treningów strzeleckich w tygodniu. Jeden taki trening może trwać od dwóch do pięciu, a czasami nawet sześciu godzin.
Strzeleckie przygotowania odbywa na obiekcie WKS Śląsk Wrocław, natomiast treningi ogólnorozwojowe realizuje w Holistic Sport Center we Wrocławiu wspólnie z trenerem Michałem Kulejem. Sport jest jej głównym zajęciem, ale nie jedynym. Zdarza jej się również pomagać osobom, które chcą rozpocząć przygodę ze strzelectwem. Ma za sobą studia magisterskie na kierunku biznesowym oraz studia podyplomowe związane z rolnictwem. Znajduje też czas na fotografię, choć przyznaje, że obecnie trudno wygospodarować na nią wolną chwilę.
Wracając do sportu, Bernal ponownie wspomina o igrzyskach. Wyjazd do Tokio był dla niej niesamowitym przeżyciem.
Byłam na ceremonii otwarcia, do dziś wspominam ją bardzo ciepło, wręcz ze wzruszeniem. Sama wioska olimpijska, zawody, atmosfera… Wszystko było rewelacyjne. Szkoda tylko, że przez COVID nie mogliśmy nawiązywać takich kontaktów z innymi sportowcami, jakie normalnie są możliwe. Nie było też publiczności na otwarciu. Mimo wszystko to doświadczenie, które zostanie ze mną na całe życie – mówi.
Niestety na kolejne igrzyska do Paryża nie udało się jej wywalczyć kwalifikacji. Jak opowiada, na jej dyspozycję wpłynęło kilka czynników, w tym brak codziennej współpracy z trenerem, który musiał zrezygnować z pracy z powodów osobistych oraz problemy techniczne ze sprzętem. Nieodpowiednio dopasowana kolba utrudniała jej oddawanie precyzyjnych strzałów, a brak możliwości szybkiej konsultacji z trenerem sprawił, że przez długi czas nie udawało się zdiagnozować przyczyny problemów. I choć szkoleniowiec ułożył sobie już życie prywatne, to zawodniczka nie otrzymała zgody, by wrócił do jej sztabu.
Mimo przeciwności, do awansu na igrzyska było bardzo blisko. W 2024 roku była bardzo blisko wywalczenia kwalifikacji podczas mistrzostw Europy. Zabrakło jednego rzutka. Nie otrzymała również możliwości skorzystania z dzikiej karty, choć, jak twierdzi, Międzynarodowa Federacja Sportu Strzeleckiego rozważała przyznanie jej takiej kwalifikacji. Tymczasem Bernal… nie otrzymała wymaganej dokumentacji ze strony polskiego związku. To dla niej bolesny rozdział kariery, ale Sandra nie zamierza oglądać się za siebie. Przed nią najważniejszy cel, czyli walka o igrzyska olimpijskie w Los Angeles w 2028 roku. Tym razem chce nie tylko znaleźć się w olimpijskiej reprezentacji, ale również powalczyć o medal.
Moim marzeniem jest medal olimpijski. Mam nadzieję, że uda się go zdobyć w Los Angeles. Na razie najważniejsze jest wywalczenie kwalifikacji. Pierwsze szanse pojawią się podczas mistrzostw świata, a później będą kolejne możliwości na Pucharach Świata i mistrzostwach Europy. Kiedy zdobędę kwalifikację, przejdziemy już do przygotowań wyłącznie pod igrzyska i walki o medal. Uważam, że szanse na niego są całkiem duże, ale potrzebna jest też odrobina szczęścia. Przede wszystkim ciężka praca, jeszcze raz ciężka praca. Buduję i szlifuję swój zespół, żeby mieć jak najlepsze zaplecze. Chcę zdobyć kwalifikację jak najszybciej, a później spokojnie przygotowywać się do igrzysk – zapowiada.
W realizacji tego planu ważnym krokiem jest uzyskanie wsparcie od Rafał Brzoska Foundation oraz marki InPost. Dla zawodniczki, która przez lata musiała samodzielnie zabiegać o finansowanie kolejnych etapów kariery, to coś znacznie więcej niż prestiżowe wyróżnienie. To przede wszystkim realne wsparcie, pozwalające skupić się na sporcie i ograniczyć problemy organizacyjne oraz finansowe.
Jestem niesamowicie szczęśliwa, że trafiłam pod skrzydła Rafał Brzoska Foundation oraz marki InPost – mówi.
To kolejne pozytywne kopnięcie do jeszcze cięższej pracy, żeby coraz częściej przywozić medale z najważniejszych imprez do Polski. Dzięki temu wsparciu nie muszę się już martwić, czy będę w stanie opłacić transport i nocleg mojego trenera, kiedy będę potrzebowała jego obecności na zawodach za granicą. Mogę też pozwolić sobie na dodatkową fizjoterapię. To ogromny komfort. Ale jestem też tak po ludzku bardzo dumna, że pan Rafał Brzoska wziął mnie pod swoje skrzydła.
Najbliższe miesiące również zapowiadają się u Bernal intensywnie. Przed Sandrą mistrzostwa świata, przyszłoroczne igrzyska europejskie i kolejne ważne starty, które będą elementem budowania formy oraz walki o olimpijską przepustkę. Nasza zawodniczka nie chce jednak wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Wie, że w sporcie liczy się przede wszystkim konsekwencja, a każdy kolejny start może przybliżyć ją do wymarzonego celu.
Dam z siebie 200 procent. Ciężko pracuję każdego dnia i mam nadzieję, że wszystko zakończy się pozytywnie. Liczę na finały, a później zobaczymy, co wydarzy się na miejscu. Na ten moment przede mną przede wszystkim praca, praca i jeszcze raz praca – kończy.




